Rozdział 5:Kłótnia i nowe życie.

Po kilku dniach walki lekarzy o życie Kucharskiego udało się im ustabilizować stan Piotra. Mężczyzna nadal był jednak nieprzytomny. Emilia podświadomie martwiła się o jego stan lecz nie była w stanie go odwiedzić. Nocami dreczyły ją wyrzuty sumienia i prześladował jeden sen: ona stojąca z nożem nad umierającym Kucharskim. Budziła się co noc zalana łzami a na pytania męża co się stało mówiła jak zahipnotyzowana:
-to sen, to tylko sen...
Tymczasem rodzina Kucharskiego nie odwiedziła go ani razu.Emilia w końcu postanowiła się przełamać tego dnia gdy weszła na salę zobaczyła puste łóżko pomyślała tylko o jednym... Umarł? Sama nie wiedziała czemu ale przez moment poczuła ogromną ulgę. Jej rozmyślania przerwał głos pielęgniarki:
-jeśli szuka Pani Pana Kucharskiego to... Mam dobrą wiadomość,wzbudził się dziś rano i jest w sali 215.-Emilia patrzyła na nią zszokowana. 
-jak to? To on nie umarł?-niemal krzyknęła Emilia. 
-Broń Boże! - powiedziała lekko przerażona pielęgniarka. Emilia nie poznawała sama siebie. Dlaczego życzyła człowiekowi śmierci? Aby zagłuszyć wyrzuty sumienia szybko udała się do sali 215. Tymczasem stała się niebywała rzecz. Piotra odwiedził jego ojciec.Piotr jednak nie cieszył się z tej wizyty,nic dziwnego skoro ojciec od progu zaczął go krytykować:
-jak mogłeś dać się tak urządzić? - mówił z pogardą.
-też się cieszę że cię widzę... - przemówił z trudem jeszcze Piotr. Serce biło mu coraz szybciej i czuł jak narasta w nim złość.
-nic nie potrafisz zrobić dobrze. Teraz za pewne stracisz pracę i znów wrócisz z podkulonym ogonem!-drwił ojciec.
-A ty co, Pan idealny?! - wykrzyczał Kucharski lecz tuż po tym źle się poczuł.
-wynoś się! - dodał jeszcze Piotrek i zaczął się dusić. Lekarze, którzy przybyli w mgnieniu oka wyrzucili z sali ojca pacjenta. Pod sale 215 właśnie dotarła Emilia. Pierwsze co usłyszała to słowa starego Kucharskiego.
-nieudacznik!Nic dziwnego że umiera jak pies pod płotem.
Mimo że Kalicka nie lubiła Piotra, nie mogła słuchać słów mężczyzny:
-myli się Pan! -wybuchła. Mężczyzna spojrzał na nią zdezorientowany. - nikt nie zasługuje na taką śmierć.
-a Pani to kto, święta Teresa? - kpił mężczyzna.
-Patrząc na Pana bierze mnie obrzydzenie... - dodała Emilia i odeszła do lekarza, który właśnie wyszedł z sali.
-Panie doktorze i co z nim?
-Pacjent miał zapaść ale opanowaliśmy sytuację. Teraz potrzebuje spokoju. Emilia odetchnęła z ulgą i wróciła do domu. Mimo iż poznała bardziej ludzką stronę Kucharskiego nie potrafiła go zrozumieć. W końcu przyznała rację mężowi, który radził jej odejść do konkurencji:
-miałeś rację muszę zakończyć etap z Kucharskim. Przyjmę ofertę BlackCafe.
-to najrozsądniejsza decyzja jaką podjęłaś. - powiedział i pocałował ją w czoło, okazując jej szacunek i poczucie bezpieczeństwa.





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 6:"Potrzeba czasu by trochę zrozumieć,potrzeba wielu lat"

Rozdział 1:"Nowa praca,stary charakter"

Rozdział 9:Pojednanie czy wojna?