Rozdział 4:sam jak palec.
Już po chwili jednak Kalicka otrzeźwiła się. Od razu odrzuciła nóż.
-dzwoń po karetkę! - krzyknęła do Maćka. Nie zauważyła nawet że mężczyzna już to robił. Nagle Kucharski otworzył oczy. Z trudem oddychał i nie był w stanie nic powiedzieć. Tym razem jego oczy nie były już tak pełne pewności siebie, w oczach jego malował się strach i ból.Emilia czuła jednocześnie odrazę i współczucie. Po chwili jego wzrok znów zaczął gasnąć.
-Piotr! - mówiła zdenerwowana kobieta,próbując ocucić mężczyznę.Bez skutku. Niedługo potem przyjechała karetka.Ratownicy położyli Piotra na nosze. Założyli mu maskę tlenowa i przetransportowali do karetki.
-Państwo zaczekajcie na Policję, my zabieramy pacjenta na Brzozowa. - zwrócił się jeden z ratowników do Maćka i Emilii. Gdy Emilia była już po przesłuchaniu już chciała jechać do domu lecz otrzymała telefon ze szpitala.Pojechała tam.Okazało się że Kucharski jest w szpitalu całkiem sam. Jego stan był bardzo poważny i potrzeba było znaleźć kontakt do jego rodziny .Mężczyźni ,którzy go pobili zabrali mu telefon i dokumenty.
-ale... Ja naprawdę go nie znam... Nic o nim nie wiem...- Kalicka próbowała się wycofać, nie zamierzała angażować się w życie jej kata.
-to trudno... - powiedziała zrezygnowana pielęgniarka.Emilia wychodząc zobaczyła przez szybę leżącego na łóżku Kucharskiego. Zatrzymała się i spojrzała na niego. Był bezbronny podłączony do wielu kabelków, uzależniony od innych. Mógł umrzeć w każdej chwili i nikt by nawet o tym nie wiedział.
-Może i jesteś sukinsynem ale nikt nie może tak umierać. - powiedziała i wróciła do pokoju pielęgniarek. Od kobiet otrzymała klucz do domu Kucharskiego. Udała się tam. Kiedy weszła do środka z początku nie zauważyła nic szczególnego lecz po chwili zaczęła przeglądać papiery w poszukiwaniu jakiegoś notesu z numerami telefonów.Jego dom był istną jaskinią. Dziewczyna po chwili natknęła się na leżącego na ziemi laptopa.Gdy go otworzyła zobaczyła na tapecie jego zdjęcie z małym chłopcem obok stała kobieta. Szybko zrozumiała że musi to być jego rodzina. Długo nie musiała też szukać numeru telefonu. Bez wahania zadzwoniła.
-dzień dobry, dzwonię w sprawie Pana Piotra Kucharskiego.-zdążyła powiedzieć Kalicka nim kobieta jej przerwała :
-nie chce mieć z nim nic wspólnego!
-ale proszę posłuchać on... - nim dokończyła zdanie kobieta rozłączyła się. Emilia próbowała się jeszcze do niej dodzwonić lecz bezskutecznie. Kolejny numer jaki znalazła to numer zatytułowany "ojciec".Strzał w dziesiątkę - pomyślała. Nie wiedziała jeszcze jak bardzo się myli. Zadzwoniła.Odebrał starszy Pan.
-Witam,nazywam się Emilia Kalicka i pracuje z pańskim synem. Jest on w szpitalu i...
-co znowu zrobił sobie ten półgłówek?-powiedział oschle mężczyzna.
-on jest w szpitalu na Brzozowej..
-proszę pani ja nie mam czasu na zajmowanie się każdą durnotą jaką wymyśli mój synek. - dodał stanowczo mężczyzna.
-ale... On jest w złym stanie...-mówiła lecz ojciec Kucharskiego rozłączył się.
Emilia wróciła do domu. Wieczorem siedziała na kanapie że swoim mężem i rozmyslała.
-nie przypuszczałam że ktoś może być bardziej nieczuły od niego... Ale jak można być takim gnojem? Gdy twój syn umiera a ty... Straszne... - mówiła popijając wino.
-jaki ojciec taki syn-powiedział mąż Kalickiej i przytulił ją a ona tego wieczoru miała jakby więcej współczucia niż nienawiści do Kucharskiego.
-dzwoń po karetkę! - krzyknęła do Maćka. Nie zauważyła nawet że mężczyzna już to robił. Nagle Kucharski otworzył oczy. Z trudem oddychał i nie był w stanie nic powiedzieć. Tym razem jego oczy nie były już tak pełne pewności siebie, w oczach jego malował się strach i ból.Emilia czuła jednocześnie odrazę i współczucie. Po chwili jego wzrok znów zaczął gasnąć.
-Piotr! - mówiła zdenerwowana kobieta,próbując ocucić mężczyznę.Bez skutku. Niedługo potem przyjechała karetka.Ratownicy położyli Piotra na nosze. Założyli mu maskę tlenowa i przetransportowali do karetki.
-Państwo zaczekajcie na Policję, my zabieramy pacjenta na Brzozowa. - zwrócił się jeden z ratowników do Maćka i Emilii. Gdy Emilia była już po przesłuchaniu już chciała jechać do domu lecz otrzymała telefon ze szpitala.Pojechała tam.Okazało się że Kucharski jest w szpitalu całkiem sam. Jego stan był bardzo poważny i potrzeba było znaleźć kontakt do jego rodziny .Mężczyźni ,którzy go pobili zabrali mu telefon i dokumenty.
-ale... Ja naprawdę go nie znam... Nic o nim nie wiem...- Kalicka próbowała się wycofać, nie zamierzała angażować się w życie jej kata.
-to trudno... - powiedziała zrezygnowana pielęgniarka.Emilia wychodząc zobaczyła przez szybę leżącego na łóżku Kucharskiego. Zatrzymała się i spojrzała na niego. Był bezbronny podłączony do wielu kabelków, uzależniony od innych. Mógł umrzeć w każdej chwili i nikt by nawet o tym nie wiedział.
-Może i jesteś sukinsynem ale nikt nie może tak umierać. - powiedziała i wróciła do pokoju pielęgniarek. Od kobiet otrzymała klucz do domu Kucharskiego. Udała się tam. Kiedy weszła do środka z początku nie zauważyła nic szczególnego lecz po chwili zaczęła przeglądać papiery w poszukiwaniu jakiegoś notesu z numerami telefonów.Jego dom był istną jaskinią. Dziewczyna po chwili natknęła się na leżącego na ziemi laptopa.Gdy go otworzyła zobaczyła na tapecie jego zdjęcie z małym chłopcem obok stała kobieta. Szybko zrozumiała że musi to być jego rodzina. Długo nie musiała też szukać numeru telefonu. Bez wahania zadzwoniła.
-dzień dobry, dzwonię w sprawie Pana Piotra Kucharskiego.-zdążyła powiedzieć Kalicka nim kobieta jej przerwała :
-nie chce mieć z nim nic wspólnego!
-ale proszę posłuchać on... - nim dokończyła zdanie kobieta rozłączyła się. Emilia próbowała się jeszcze do niej dodzwonić lecz bezskutecznie. Kolejny numer jaki znalazła to numer zatytułowany "ojciec".Strzał w dziesiątkę - pomyślała. Nie wiedziała jeszcze jak bardzo się myli. Zadzwoniła.Odebrał starszy Pan.
-Witam,nazywam się Emilia Kalicka i pracuje z pańskim synem. Jest on w szpitalu i...
-co znowu zrobił sobie ten półgłówek?-powiedział oschle mężczyzna.
-on jest w szpitalu na Brzozowej..
-proszę pani ja nie mam czasu na zajmowanie się każdą durnotą jaką wymyśli mój synek. - dodał stanowczo mężczyzna.
-ale... On jest w złym stanie...-mówiła lecz ojciec Kucharskiego rozłączył się.
Emilia wróciła do domu. Wieczorem siedziała na kanapie że swoim mężem i rozmyslała.
-nie przypuszczałam że ktoś może być bardziej nieczuły od niego... Ale jak można być takim gnojem? Gdy twój syn umiera a ty... Straszne... - mówiła popijając wino.
-jaki ojciec taki syn-powiedział mąż Kalickiej i przytulił ją a ona tego wieczoru miała jakby więcej współczucia niż nienawiści do Kucharskiego.
Podoba mi się :)
OdpowiedzUsuń